Świadoma Turystyka

  Utworzyłam tę zakładkę ze szczerą nadzieją na to, że pochylając się nad losem zwierząt z którymi mamy kontakt podczas naszych podróży, zainspiruję Was do refleksji i zadania sobie pytania o to, czy naprawdę jedno zdjęcie ze słoniątkiem, tygrysem, gibonem, delfinem, kolorową papugą, orłem, jadowitym wężem itd. (zaiste, wyobraźnia i możliwości pesudochodowców potrafią zaskoczyć) warte jest cierpienia, wykorzystywania i przetrzymywania wyżej wspomnianych zwierzaków w często niehumanitarnych warunkach. Będę starała się dzielić z Wami swoim doświadczeniem i spostrzeżeniami, byście mogli lepiej zrozumieć jak często zwierzęta przechodzą przez piekło tylko po to, by zapychać czyjąć kieszeń lub portfel. Wreszcie chciałabym, byście uwierzyli w to, że wszyscy mamy realny wpływ na dobrostan zwierzaków na całym świecie. W końcu, jak powszechnie wiadomo – dopóki jest popyt, będzie i podaż. To naprawdę od nas samych zależy, jak długo jeszcze słonie będą wozić turystów na metalowych ławkach, śnięte tygrysy pozować do zdjęcia, gibony zabawiać gości wkraczających do klubów nocnych, delfiny skakać i robić sztuczki w basenach etc.

  Nasza świadomość ewoluuje i zwiększa się na szczęście z każdym kolejnym rokiem. To, co jeszcze było chlebem powszednim za czasów mojego dzieciństwa, dziś – dla mojego pokolenia (ale nie tylko) – jest czymś nie do pomyślenia. Większość z Was pamięta zapewne czasy, gdy w mniejszych miastach i miasteczkach Polski jedyną rozrywką był pojawiający się od czasu do czasu cyrk. Bo bilet do teatru był za drogi albo po prostu tego teatru nie było, bo dwugodzinny pobyt w kinie groził zapaleniem płuc (właściciela naszego kina nie stać było na ogrzewanie, więc seans spędzało się w kurtce zimowej i czapce, żeby nie zamarznąć), bo ekspozycję lokalnego muzeum znało się już na pamięć (samo otwarcie muzeum okazało się być tak ogromną inwestycją finansową i przedsiewzięciem intelektualnym, że władz instytuacji nie stać już było na nic nowego przez kolejne trzy dekady). A taki cyrk nie dość, że przyjeżdżał bajecznie kolorowymi (jak na lata dziewięćdziesiąte) wozami, to jeszcze rozdawał w szkołach i przedszkolach darmowe wejściówki i bilety promocyjne. Nie ma więc co się dziwić, że na widowiska ciągnęły całe rodziny i to kilkupokoleniowo: od dzieci po dziadków wszyscy chcieli zobaczyć pociesznego klauna niezdarę, parę wirującą na trapezie pod samym sufitem oraz te wszystkie fantastyczne zwierzęta, wykonujące przedziwne sztuczki i triki. Kto się wówczas zastanawiał nad humanitarnością owych pokazów? Kto pomyślał choć przez chwilę o koszmarze, przez jaki musiały przejść zwierzęta, by skakać przez płonące obręcze, turlać się na piłce, tańczyć, ustawiać się w piramidy, jeździć na rowerze i stawać na dwóch nogach na niewielkich stołkach? No kto? Jednostki. Dziś na szczęście coraz więcej miast zamyka się na cyrki oferujące pokazy z udziałem zwierząt, dzięki czemu coraz więcej ludzi świadomie unika tego typu rozrywek zarówno u siebie w kraju jak i podczas wakacji zagranicznych. Ja sama nigdy w życiu nie zabrałabym swoich dzieci na show cyrkowe, w którym występują zwierzęta. Co nie znaczy niestety, że nie mam jednorazowego wyjścia do cyrku (za dzieciaka) lub siedzenia na metalowej ławce przytroczonej do słoniowego grzbietu na sumieniu. I nie ma znaczenia to, że jako dziecko nie miałam pojęcia w jaki sposób zmusza się zwierzęta cyrkowe do nauki nowych trików czy też to, że do przejażdżki zostałam zmuszona pod pretekstem prowadzenia podobnych wycieczek w przyszłości. Liczy się to, jakie lekcje z popełnionych błędów wyciągnęłam i co zrobiłam później, by naprawić wyrządzoną krzywdę.

  I właśnie o tym będą kolejne teksty. Bo niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie wyciągnął rąk w stronę uroczej, zabawnie ubranej małpki siedzącej na ramieniu swojego opiekuna lub nie wydał z siebie tchnienia zachwytu w momencie, gdy jakiś człowiek prezentował inteligencję zwierzęcia na żywym przykładzie. Na świecie powstaje coraz więcej fundacji i stowarzyszeń walczących o dobre traktowanie zwierząt, ale dopóki nie zaczniemy zmian od siebie samych, nawet te największe i najbardziej skuteczne w swoich działaniach organizacje będą wlaczyć z przysłowiowymi wiatrakami.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s