2017

Rok 2017, choć jeszcze się nie skończył, jest jednym z najintensywniejszych i najbardziej rozwojowych. Nie pamiętam, kiedy ostatnio tyle się nauczyłam, odwiedziłam tyle miejsc, przeżyłam. Cijin mnie zaskakuje co i rusz, jest tak pracowity i skupiony na nauce i rozwoju, że motywuje mnie do jeszcze intensywniejszej pracy. Choćbym padała ze zmęczenia na twarz, to i tak zrobię to, co sobie zaplanowałam na dany dzień, żeby się po prostu nie czuć jak leń i obibok przy Nim. To powoduje czasem, że popadam w jakieś szaleństwo, zdarza mi się pracować po 90 godzin na dobę (tylko kto nazwie pracą pływanie motorówką wokół wysp Phi Phi, spływanie kajakiem w dżungli Khao Sok czy plażowanie na jednej z najpiękniejszych plaż Tajlandii –  Railay Beach! No przecież, że nikt ;)). Mieszkamy grzecznościowo (czyt.nieodpłatnie) w fantatycznej, dwupiętrowej, należącej do naszych Przyjaciół willi z basenem i zapierającym dech w piersiach widokiem na Phuket, ja ponadto stosunkowo często bywam w Krabi (wiodę więc życie, o jakim zawsze marzyłam: trochę osiadłe a trochę w rozjazdach; mam ciepło, mnóstwo słońca, plażę na wyciągnięcie ręki i dużo bujnej zieleni dookoła). Gdyby ktoś przed paroma laty powiedział mi: „Jedź dziewczyno, pakuj się i jedź! Czeka Cię piękne życie w fantastycznych okolicznościach przyrody u boku faceta, którego pokochasz do utraty tchu, więc nie bój się i ruszaj” – popukałabym się po głowie i zaproponowała zmianę leków albo lekarza. Tymczasem jest rok 2017 i mam życie jak z bajki, nie przesadzam. Wszystko układa się tak pięknie, że aż boję się mówić o tym tak głośno. Różne drogi mnie doprowadziły do miejsca, w którym jestem obecnie. Sporo z nich było mocno wyboistych, zdarzało się wspinać pod strome góry, bywało, że wiało w oczy. Warto było jednak to wszystko przeżyć, warto było czekać. Pewnie gdyby nie te ciężkie przeprawy, które mnie tu ostatecznie doprowadziły, nie potrafiłabym doceniać tego wszystkiego tak bardzo, jak to doceniam teraz.

Styczeń 2017 przyniósł nam jeszcze coś: przejście na weganizm i calkowita rezygnację z cukru. Początkowo miało to być tylko trzymiesięczne wyzwanie, ale szybko okazało się, że nowe nawyki żywieniowe tak bardzo nam służą, że już nie chcemy się żywić inaczej. Wyznajemy zasadę, że jesteśmy tym co jemy. Weganizm zbliżył nas jeszcze bardziej do natury i otworzył oczy na jej piękno i kruchość. Przy każdej możliwej okazji staramy się karmić po wegańsku naszych Przyjaciół, by mogli na własnych brzuchach przekonać się, że rezygnacja z mięsa i wszystkich produktów ich pochodzenia naprawdę nie oznacza końca świata ani tego, że jedyne co pozostaje do jedzenia, to woda 😉 (choć szczerze jeszcze parę lat temu i ja tak myślałam ;-)).

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s