Odkrywamy Bali – podwodny świat

Podczas naszego rejsu po Morzu Jawajskim, gdy żeglowaliśmy gdzieś w okolicach Jawy, dokonałam dość przerażającego odkrycia. Przyzwyczajona do tego, że od samego początku żeglugi (czyli od opuszczenia wyspy Batam) przez kolejne dni głębokość morza nie przekraczała 50 metrów (a często zdarzały się również miejsca dużo płytsze – około 18-30 m), mocno się zdziwiłam, kiedy któregoś ranka usiadłam w kokpicie i spojrzałam na przyrządy pomiarowe. Głębokościomierz wyglądał, jakby zastanawiał się, czy jest pewien wartości, które wskazuje. A wskazywał głębokość wahającą się w przedziale 120-130 metrów. Przejęta pobiegłam do Cijina: „Cijin! Cijin! Tu jest ponad 120 m głębokości, wyobrażasz sobie?”. Cijin przejął się równie mocno jak ja, ale nasz kapitan szybko ściągnął nas na ziemię: „Głębokościomierz wskazuje 130 metrów, bo na więcej brakuje mu skali. W rzeczywistości jest tu dużo głębiej. Ponad 200 metrów na pewno, może nawet około 300”. Musieliśmy mocno poblednąć na twarzach, bo rozbawiony Brett po chwili dodał: „To wciąż niewiele. Na przykład kilkadziesiąt metrów od linii brzegowej Bali w pewnych miejscach głębokość osiąga 1200 metrów”. Nie miałam więcej pytań.

Kiedy więc przyszło do wybierania nurkowiska na Bali, które mieliśmy odwiedzić, moja głowa zamiast skupić się na różnorodności miejsc, wciąż wspominała słowa Bretta: „1200 metrów głębokości. 1200 METRÓW GŁĘBOKOŚCI. I do tego silne prądy. Nooo, ciekawie, ciekawie”. A Bali ma naprawdę sporo miejsc, które mogą dostarczyć nie tyle adrenaliny, co po prostu wielu doznań estetycznych: bogactwo tamtejszej fauny i flory pod wodą jest ogromne i wcale nie trzeba zanurzać się setki metrów, by to wszystko zobaczyć. Są miejsca, gdzie pięknem tego podwodnego raju można się zachwycić już na 2-5 m, ale o tym więcej napiszę w dalszej części tekstu.

Atrakcyjnych nurkowisk jest na Bali co najmniej kilka i nie będę ich wszystkich w tym momencie wymieniać. Przy najbliższej okazji postaramy się je odwiedzić i opisać, a tymczasem skupię się na miejscu, które wybraliśmy my. Liberty Wreck jest wrakiem amerykańskiego statku handlowego, który zatonął u wybrzeży wyspy Lombok w 1942 roku. Jako że niepowodzeniem zakończyła się próba odholowania go do portu Singaraja (północne wybrzeże Bali), zdecydowano o porzuceniu go na mieliźnie w wiosce rybackiej Tulamben. Wrak spoczywał tam do 1963 roku, czyli do czasu wybuchu wulkanu Agung. Eksplozja była na tyle silna, że spowodowała wypchnięcie go nieznacznie w głąb morza, gdzie znajduje się do dzisiaj. Długi na 100 m, przełamany na pół statek znajdujący się kilkanaście metrów od plaży jest rajem zamieszkiwanym przez dziesiątki morskich stworzeń i chyba miliony ryb. Niezliczone ilości korali miękkich i twardych zachwycają swoimi kształtami i kolorami, rozmaitych form i rozmiarów gąbki stanowią kryjówki dla niewielkich organizmów. Tego dnia wykonaliśmy dwa około pięćdziesięciominutowe nurkowania i, prawdę mówiąc, nie miałam czasu uważnie przyjrzeć się wrakowi – tyle życia wokół było do zobaczenia! Różnych rozmiarów i kolorów surgeonfish, parrotfish, lionfish, boxfish, angelfish, groupers, moray etc., samotna barracuda (sporych rozmiarów srebrna, podłużna ryba, widoczna na jednym ze zdjęć), dobrze nam znane Nemo, ławice sardynek itd., itd. Momentami nie wiadomo było, gdzie wzrok skierować! Nawet żółwia udało nam się dojrzeć, ale że wyglądał na dość spłoszonego, to nie podpływaliśmy bliżej i jedyne zdjęcie, jakie mamy, zostało zrobione z góry. Dobre i to, wszak dobrostan zwierząt jest dla nas najważniejszy.

Liberty Wreck nie jest nurkowiskiem trudnym. Charakter miejsca niejako narzuca profil nurkowy: najpierw spokojnie schodzi się w dół wraz ze spadkiem linii dna morskiego, by potem – po opłynięciu wraku z jednego końca na drugi (na głębokości max 30 m) – równie spokojnie się wynurzać. Pozwala to połączyć przyjemne z pożytecznym: my na przykład tak byliśmy pochłonięci robieniem zdjęć i wideo, że ani się spostrzegliśmy i mieliśmy wykonany przystanek bezpieczeństwa :-). Prądy tam nie występują prawie żadne, więc nawet nurkowie z niewielkim doświadczeniem mogą spokojnie wybrać to miejsce jako cel swojej podwodnej wycieczki.

Wspominałam wcześniej o miejscach, w których nawet na kilku metrach można znaleźć widoki zachwycające swoim bogactwem i pięknem. Jednym z najbardziej popularnych punktów jest niepozorna zatoczka w pobliżu wioski Amed (będącej notabene rajem dla backpackerów i rastafarian – dlaczego napiszę przy innej okazji). Jest to miejsce idealne dla wszystkich miłośników snorkelingu i freedivingu, choć my na przykład poradziliśmy sobie bez płetw i fajek (Cijin miał nawet okularki zamiast maski i też dał radę), co zresztą widać na zdjęciach. Wrażenie jest niesamowite: wchodzi się do wody z plaży żwirowej o czarnym kolorze (pochodzenia wulkanicznego), wystarczy przejść zaledwie kilka metrów w głąb morza i już na głębokości 1-1,5 m zaczynają się koralowce, skałki i zupełnie inny świat. My dosłownie zahaczyliśmy o to miejsce w drodze z Amed do naszych przyjaciół mieszkających nieopodal Candi Dasy i wystarczyła nam godzina spędzona w wodzie, by naładować się pozytywnymi emocjami i doznaniami.

Widzieliśmy też ludzi snorkelingujących w okolicy plaży Blue Point (południowa część wyspy), ale naszym zdaniem nie ma tam nic ciekawego do zobaczenia i jest ekstremalnie płytko (woda sięga do pasa albo i niżej). Ponadto to miejsce ukochali sobie surferzy, więc wchodzenie im w paradę z maską i płetwami może nie skończyć się dobrze.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s